Grzechem byłoby, gdybym nie zdążyła pochwalić się, że pracuję mężnie i prężnie. I to wcale nie krótko, wcale nie byle jak. Siedzę sobie w Poznaniu bite dwa tygodnie. Siedzę, dosłownie, fotel mam wygodny, skórzany- dyrektorski w końcu. I komputer mam, i faktury, i pieczątki, drukarka też jest. Fajnie. Namiastka ekonomii w praktyce. Uczę się, cholera nawet w wakacje. Bo tak już Zagata ma w zwyczaju, że się uczy stale, nie ma żadnych martwych punktów i leci starając się nie połamać rozłożystych skrzydeł. Jutro kończę te śmieszne zabawy w księgowanie pasztetów i wracam do Mojego Zacnego Miasteczka. Żyłam nadzieją, że wreszcie położę się na leżaku i rozpoznam słońce. Niestety, upały dzielnie nie odstępowały mnie na krok w pracy, teraz się obraziły. Dziękuję Wam bardzo. Jak zacznę jazdy do Kalisza z przemiłym panem Stefanem to znów się przykolegujecie.
Chciałam jeszcze raz, tym razem publicznie, podziękować Siostrze Kamili i Siostrze Joannie za tę cudowną wolę przerżnięcia pieniędzy urodzinowych w Sephorze i Zarze. Ach, jak ja się cieszę, jak Wam dziękuję i jak wspaniale wyglądam z tym różem Bourjois na policzkach i w tej bluzce co to przez nią wszystkie Zary w mieście zwiedziłam. Tylko Siostry me własne, z bezwarunkowej miłości stworzone, mogły trafić w tak genialną dziesiątkę.
Z rzeczy bieżących- zaprzestałam na razie działalność smsową, gdyż nie posiadam jeszcze swojego pięknego, małego, zgrabnego Samsunga z tak bardzo kobiecą klapką. Na razie wyżywam się na telefonie Kuby (cóż to za korzystna wymiana handlowa była!) i czekam, przy okazji tuptając mymi zimnym stopami, do soboty. Poodpisuję Wam właśnie wtedy, teraz się nie plujcie. :)
Jestem załamana swoimi posunięciami (właściwie to cofnięciami) w dziedzinie nagłego ukulturalnienia. Nie, Kochani, nie wiem „co teraz grają”, nie miałam bladego (i zielonego też) pojęcia, że „Piraci z Karaibów” mają cokolwiek wspólnego ze „Skrzynią umarlaka” , a David Gilmour wydał płytę (Tata mówi: „Wstyd, gdybym jej chociaż nie kupił to miałabyś prawo nie wiedzieć, ale słucham jej namiętnie i... więc... Kompromitacja Misia, k-o-m-p-r-o-m-i-t-a-c-j-a!”). A w dodatku to czytam dwie książki na miesiąc, gorzej niż tragedia, dno dna po prostu.
Aha, gwoli wyjaśnienia – impreza będzie, najbliższa 15., ale to tylko dla Kobiet Mych. Będziemy świętować mój podeszły wiek, to, że już żadna sklepowa mi nie podskoczy, że będę mogła wylądować w więzieniu, a nie w poprawczaku, że dostęp do filmów „tylko dla dorosłych” będzie nieograniczony oraz to, że rodziciele moi nie będą mogli już używać tych argumentów co dawniej ;-)
PS „A” w poprzedniej „notce” było spowodowane: a) obawą przed utraceniem owocu mojej wirtualnej działalności, b) rzeczywistym utraceniem kontroli nad swoimi emocjami.